Gdzie znajdę cały serial online lub do pobrania? Najlepiej w jakości HD. Na granicy światów. Fringe. 2008 - 2013. 7,8 26 462 oceny dodaj film dodaj
Książka Las na granicy światów autorstwa Black Holly, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 25,95 zł. Przeczytaj recenzję Las na granicy światów. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
Currently you are able to watch "Fringe: Na granicy światów - Sezon 1" streaming on HBO Max, Horizon. As the first season begins, FBI Special Agent Olivia Dunham is called in to investigate a mysterious outbreak that nearly kills her partner.
1MENBjf. Tytuł: “Wielki błękit” (“Le grand bleu”) Rok produkcji: 1988 Reżyseria: Luc Besson Obsada: Jean Reno, Rosanna Arquette, Jean-Marc Barr, Paul Shenar i inni „Wielki błękit” to niekwestionowane arcydzieło Luca Bessona, które okazało się spektakularnym międzynarodowym sukcesem. Film silnie oddziałał na młode pokolenie lat 90. i stał się kulturowym fenomenem. Zainspirowana historią przyjaźni i rywalizacji Jacquesa Mayola i Enzo Maiorki młodzież zaczęła masowo trenować nurkowanie i próbować pobijać morskie rekordy. „Wielki błękit” to jednak obraz, który nie tylko wyrasta z wielkiej miłości do wodnego świata, ale także otwiera przestrzeń sensów metaforycznych: od konfrontacji z psychiczną traumą po znaczenia metafizyczne. „Wielki błękit” – niebezpieczna głębia „Wielki błękit” z 1988 roku był olbrzymim sukcesem Luca Bessona. Francuski reżyser zrealizował film w języku angielskim, podobnie jak później swój kolejny wielki przebój kinowy „Leon zawodowiec”. Scenariusz obrazu został luźno oparty na prawdziwej historii dwóch nurków: Jacquesa Mayola i Enzo Maiorki (w filmie nosi nazwisko Molinari), którzy konkurowali ze sobą w pobijaniu rekordu freedivingu. W rolę Mayoli wcielił się Jean-Marc Barr, a Enzo zagrał Jean Reno. Film prezentuje losy dwóch mężczyzn, którzy jeszcze w dzieciństwie pokochali morze i zaczęli ze sobą rywalizować. Mayol jako kilkunastoletni chłopiec musi się zmierzyć z tragicznym doświadczeniem śmierci ojca, który topi się na oczach syna. Po latach już jako dorosły mężczyzna bierze udział w eksperymentach naukowych nad ludzką fizjologią w Peru, gdzie w nurkuje pod lodem. Tam spotyka Joannę Baker (Rosanna Arquette), amerykańską agentkę ubezpieczeniową, która szybko się w nim zakochuje. Wkrótce Mayola po latach milczenia odnajduje Enzo, by zaprosić dawnego znajomego na międzynarodowe zawody w nurkowaniu, w jakich od dawna jest mistrzem. Między mężczyznami zaczyna się coraz bardziej niebezpieczna rywalizacja. Pomimo że Jacques wiąże się z Joanną, jego serce należy do oceanu i delfinów, z którymi potrafi rozmawiać. Gdy Enzo na przekór ostrzeżeniom traci życie podczas pokonywania kolejnego rekordu, Jacques podejmuje decyzję o zejściu na dno morza. Nie powstrzymuje go przed tym nawet wiadomość, że Joanna spodziewa się jego dziecka. „Wielki błękit” – Besson jako malarz natury „Wielki błękit” Luca Bessona to wspaniały popis filmowych możliwości w pokazywaniu potęgi naturalnych żywiołów. Ujęcia kręcono w bardzo wielu miejscach: na Sycylii, Francuskiej Rivierze, Korsyce, w Paryżu, Nowym Jorku, na Bahamach, w Grecji, Peru i w Alpach. Autorem niesamowitych zdjęć jest niezrównany Carlo Varini. Technika fotografowania współtworzy w filmie „Wielki błękit” określenia znaczenia. Warto zwrócić na przykład uwagę, że film rozpoczyna się od ujęć czarno-białych – w taki sposób pokazany jest etap dzieciństwa Enzo i Jacquesa jako bezpowrotnie miniona przeszłość. Gdy widzimy zaś bohaterów jako dorosłych mężczyzn, pojawiają się wspaniałe kolory. Ważną rolę odgrywają ujęcia kręcone z szybko przemieszczającego się nad wodą helikoptera, co niezwykle urealnia cały obraz, a jednocześnie za pomocą kontrastu ze zdjęciami pod wodą sygnalizuje kluczową dla filmu opozycję powierzchni i głębi. Opozycja ta uwidacznia się nawet w konstrukcji dwóch bohaterów, z których jeden jest otwartym na zewnętrzny świat i jego uroki ekstrawertykiem (Enzo), a drugi zamkniętym w zagadkowych czeluściach swojego umysłu introwertykiem (Jacques). Oczywiście istotną funkcję pełni również zjawiskowa muzyka Erica Serry z głównym motywem „The Big Blue Overture”. Podwodne ujęcia ilustruje muzyka imitująca odgłosy głębi i delfinów, z kolei lokalny klimat Ameryki Południowej oddaje elementy etniczne, a skojarzenia kulturowe z USA sygnalizują rytmy przypominające hip-hop. Nie bez powodu „Wielki błękit” został nagrodzony Cezarami właśnie za muzykę i dźwięk. Psychoanaliza i mistyka „Wielkiego błękitu” „Wielki błękit” z pewnością sugeruje głębsze niż dosłowne możliwości interpretacji. W przedstawionej przez Luca Besssona historii można widzieć nie tylko opowieść o niebezpieczeństwie rywalizacji i ambiwalentnym obliczu każdej pasji. Wydaje się, że jednym z kluczy służących do otwarcia filmu jest psychoanaliza. W tym kontekście szczególnie znacząca jest postać Jacquesa mierzącego się z traumą z dzieciństwa. Niezwykle istotna jest pierwsza scena, w której widzimy go jako dorosłego mężczyznę: Jacques nurkuje w skutej lodem głębinie. Od powierzchni oddzielają go grube ściany z zamarzniętej wody, symbolizujące jego skrajną izolację od świata. Sam akt nurkowania może odnosić się do prób konfrontacji z traumą, a finalną decyzję bohatera o pozostaniu na dnie do całkowitego załamania psychicznego i pochłonięcia przez traumę. Głębia mórz i oceanów w „Wielkim błękicie” posiada również aspekty mistyczne. Idąc tropem teorii Mircei Eliadego można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z grupą mitów akwatycznych, do których należy na przykład biblijny potop, akt chrztu czy opowieść o morskim potworze Lewiatanie. Woda symbolizuje stan swoistej potencjalności i nieukształtowania. Zejście w morską głębinę można odczytywać jako akt powrotu do stanu przed narodzinami – wód płodowych. To również symboliczna śmierć, natomiast wynurzenie oznacza narodziny i akt stworzenia. Woda jest w „Wielkim błękicie” żywiołem niemal transcendentnym, wywołuje jednocześnie zachwyt i strach. Nurkowanie w głębinach ze wstrzymanym oddechem i zwolnioną pracą serca urasta tu do rangi doświadczenia granicznego i mistycznego. To balansowanie na granicy dwóch światów, które bywa jednocześnie wspaniałe i śmiertelnie niebezpieczne. Stanowi ono nieodpartą pokusę niczym zwodniczy głos pięknych syren wabiących na manowce. Literatura: Janet Maslin, „Rival Divers Brave the Depths of the Sea”, „The New York Times” August 1988, , section 1, p. 11 Tomek Rokita, „Big Blue, the (Wielki błękit)”, M. Eliade, „Traktat o historii religii”, przeł. J. Wierusz Kowalski, Warszawa 1996.
Choć wiedziałem, że w grze Control wszystko podszyte będzie tajemnicą, to jednak nie spodziewałem się aż takiej enigmy. Nic nie jest tu pewne – ani losy naszej bohaterki, ani to czy prosty przełącznik światła…włącza światło. Tylu zjawisk paranormalnych jeszcze w grach nie było. Plusy- absolutnie niesamowity klimat,; - nietypowa, ale wyjątkowo intrygująca fabuła,; - fantastyczne, zmieniające się lokacje,; - cały pakiet niezwykłych zdolności,; - dająca sporą satysfakcję walka,; - kilka naprawdę wymagających zagadek,; - świetne, mocno podkręcające nastrój nagrania audio-wideo,; - doskonale wykonane modele dziwny i z czasem dość irytujący system zapisu gry,; - nie do końca precyzyjna mechanika telekinezy,; - niektóre, powtarzające się misje potrafią działać na nerwy,; - widoczne spadki płynności (ilości klatek) podczas gry,; - brak wsparcia HDR na Fringe: Na Granicy światów? To ten serial, którego bohaterowie, pracujący w specjalnej komórce FBI, zajmowali się zjawiskami paranormalnymi. Takimi jak ten z jednego z pierwszych odcinków – w przedziwnym ataku terrorystycznym giną pasażerowie autobusu uwięzieni w galaretowatej substancji. Coś Wam świta? No to teraz połączcie to ze „Strefą Mroku” i „Z Archiwum X”…i już macie Control. Mniej więcej, bo utalentowany zespół Remedy Entertainment tym razem naprawdę wspiął się na wyżyny, jeśli chodzi o fabułę i towarzyszący jej absolutnie niesamowity klimat. Widać, że lata spędzone przy produkcji tak świetnych tytułów jak Alan Wake czy Quantum Break nie poszły na marne. Control może i powiela sporo znanych, wciąż lubianych, schematów gier akcji, ale pod względem zakręcenia fabuły i roztaczanej mrocznej aury nie ma sobie zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że ich najnowsze dzieło to kwintesencja wszystkiego czego nauczyli się na poprzednikach. Dzięki temu już od pierwszych minut spędzonych z Control człowiek czuje się jakby oglądał mroczny, wyjątkowo klimatyczny film, w którym zagadka goni zagadkę. Coś jak legendarne już "Miasteczko Twin Peaks".Myślicie, że przesadzam? Nic z tych rzeczy. Control może i powiela sporo znanych, wciąż lubianych, schematów przygodowychgier akcji, ale pod względem zakręcenia fabuły i roztaczanej mrocznej aury nie ma sobie równych. Takiej gry chyba jeszcze nie czarna piramida i biuro kontroliPowiem szczerze, że po raz pierwszy nie wiem, jak zajawić fabułę gry tak aby było to zrozumiałe, a jednocześnie nie zdradzić za dużo i nie zepsuć zabawy tym, którzy zdecydują się kupić i zagrać w Control. Dość powiedzieć, że w ciągu mojej kilkunastu godzinnej przygody z grą wielokrotnie czułem się bardziej skołowany niż na samiutkim jej początek wcale nie był taki jasny. Oto nasza bohaterka – Jesse Faden wchodzi z ulicy do niczym nie wyróżniającego się, przysadzistego budynku federalnego. Tak, nie nękana przez nikogo (no może oprócz tajemniczego dozorcy) dostaje się do biura dyrektora, gdzie znajduje jego martwe ciało. Obok leży przedziwny pistolet - Serwobroń, po którego podniesieniu nasza bohaterka zaczyna słyszeć głosy, po czym niezrozumiały sposób przenosi się do miejsca, nad którym majaczy odwrócona czarna dowiadujemy się, że to miejsce mocy, w którym przebywa tajemniczy zarząd, głos doradczy dyrektora Federalnego Biura Kontroli. Biura monitorującego i przeciwdziałającego zjawiskom paranormalnym, w którego siedzibie właśnie się znaleźliśmy. Co więcej, broń, którą podnieśliśmy (a która, czego możemy dowiedzieć się śledząc porozrzucane tu i ówdzie dokumenty, jest kolejnym wcieleniem Excalibura i Mjolnira) w pewien sposób uczyniła nas nowym dyrektorem dotąd wszystko wydało się Wam całkiem logiczne to co powiecie na fakt, że wszystkie spotykane w grze postacie już wiedzą, że jesteśmy nową dyrektorką? Mało tego, na ścianach już wiszą obrazy naszej bohaterki! A przecież korytarze są puste, bo większość pracowników wisi u sufitów mamrocząc przyprawiającą o ciarki na plecach inkantację. Wciąż mało klimatycznie i tajemniczo? No to dorzućmy jeszcze do tego fakt, że całe biuro znajduje się w budynku emanującym mocą, na pograniczu wymiarów. To Najstarsza Siedziba – twór potrafiący zmieniać swoje kształty. Coś jak w słynne schody w Hogwarcie, tylko na znacznie większą czasie gry pytania mnożą się i mnożą, ale jednocześnie są na tyle intrygujące, że nie możemy wręcz oderwać się od robi takie zdjęcie dozorcy? Kim on właściwie jest, że jego zdjęcie wisi w głównym halu biura?Znacie powiedzenie „Im dalej w las tym więcej drzew”? Wprost idealnie pasuje ono do Control. Odkrywamy jedną tajemnice (o ile można tak nazwać uchylenie jej rąbka), a już natrafiamy na tuzin kolejnych. Kim jest dozorca? Dlaczego jako jedyny bez specjalnego wzmacniacza nie popadł w obłęd? Co dzieje się z ludźmi? Skąd wziął się Syk - byt, który najwyraźniej opętał część ludzi stanowiąc śmiertelne zagrożenie dla pozostałych? W czasie gry pytania mnożą się i mnożą, ale jednocześnie są na tyle intrygujące, że nie możemy wręcz oderwać się od telewizora/monitora. Coś jak we wspomnianym wcześniej „Fringe” czy „Twin Peaks”. Szczególnie, że z czasem atmosfera jeszcze gęstnieje, „wróg” rzuca przeciw nam coraz to wymyślniejsze formy opętanych, a twórcy dwoją się i troją by dostarczyć nam coraz to ciekawsze i bardziej zakręcone zadania. Biurkiem w paszczę szaleństwa Skoro mamy inwazję przeciwnika, najprawdopodobniej z innego wymiaru to i walka nie może być typowa. O zmieniającej się broni już wspominałem – ma ona kilka różnych odmian, w które potrafi się przeistoczyć, a które wymagają odblokowania podczas tym jednak nasza bohaterka dysponuje umiejętnością wykorzystywania mocy obiektów paranormalnych. Tych zaś w Najstarszej Siedzibie jest całkiem sporo, bo gdy tylko zdarzał się gdzieś jakiś przedziwny incydent agenci biura kontroli zaraz znajdowali się na miejscu i niczym Men in Black pacyfikowali zagrożenie. Wszystkie „cudowne” przedmioty lądowały zaś w dziale temu szybko odnajdujemy „szaloną”, 5,5-calową dyskietkę z rosyjskimi kodami nuklearnymi, która potrafi rzucać przedmiotami. Za jej sprawą zyskujemy podobną umiejętność, co od razu przydaje się podczas walki. Później dochodzą do tego dochodzą jeszcze inne, nie mniej dziwaczne obiekty i powiązane z nimi zdolności. Wierzcie lub nie, ale niektóre opisy takich paranormalnych przedmiotów potrafią nieźle da się ukryć, że mechanika walki w wielu miejscach podobna jest do tego co widzieliśmy już w Quantum Break. W Control jednak wydaje się ona dużo bardziej naturalna i znacznie bardziej intuicyjna. Odblokowując kolejne umiejętności można jednak napotkać pewne trudności, tak aby opanować wszystkie sztuczki w stopniu wystarczającym do pokonania co trudniejszych bossów. Te zaś bywają mocno upierdliwe. Szczególnie, że łapanie przedmiotów, którymi później rzucamy we wrogów nie jest aż tak precyzyjne jakby się wydawało. Nie raz niemile zaskoczony zostałem nagłym wybuchem przypadkowo chwyconej butli, która zamiast w przeciwnika trafiła w barierkę odbierając mi większość życia. Na szczęście, nawet takie „niespodzianki” nie były w stanie wytrącić mnie z równowagi na tyle bym rzucił Control w kąt i nie chciał grać ze skaząOczywiście, wad i niedociągnięć jest tu więcej. Control, choć świetny fabularnie, nieco traci przez kilka dość irytujących niedoróbek. Po pierwsze – system zapisu, który przerzuca nas do ostatniego przejętego przez nas miejsca kontrolnego. A, że ginie się tu dość często, przynajmniej na początku, może to oznaczać konieczność ponownego przebiegnięcia przez sporą ilość korytarzy i drugie – choć twórcy obiecywali stabilne 30 klatek na sekundę nie do końca im się to udało. Gra potrafi potężnie chrupnąć, i to nawet w miejscach, gdzie nie walczymy, a jedynym „problemem” są duże, otwarte i dość puste przestrzenie. Na Xbox One X, na którym grałem spadki bywały dość wreszcie po trzecie – brak wsparcia HDR na premierę gry. Tego to już zupełnie nie rozumiem. Control aż prosi się o porządny HDR, z tymi wszystkimi źródłami światła, odblaskami i dziwacznymi lokacjami. Nie wiadomo czy Remedy w ogóle o tym nie pomyślało czy też może napotkało jakieś problemy, które nie pozwoliły im zaimplementować tej technologii. Dość powiedzieć, że w lakonicznym komunikacie na Twitterze poinformowali, że jak na razie nie ma co liczyć na te dodatkowe Control jest też sporo elementów RPG - od rozwijanego drzewka umiejętności, po nowe rodzaje broni i tworzenie ich modyfikacjiNa koniec tej wyliczanki muszę dodać jeszcze jedno - szkoda trochę, że większość wprowadzających dodatkowy klimat smaczków poukrywano w Control w leżących wszędzie notatkach, taśmach, dokumentach i filmach poglądowych stworzonych specjalnie dla personelu biura. By się wkręcić trzeba trochę pomyszkować i zaglądać w każdy kąt. Nie każdy to jeszcze jak! Ta gra aż krzyczy – zagraj we mnie i daj się zaskoczyć. Control wygląda może i strasznie sterylnie, ale opowiadana przezeń historia jest tak nietypowa i tak niesamowicie wciągająca, że cała reszta przestaje mieć znaczenie. Można zaliczyć tu tuzin śmierci, przy próbach przejścia jednej tylko misji, a i tak nie jesteśmy w stanie oderwać się od telewizora. Nie dlatego, że jak w Dark Souls chcemy poczuć satysfakcję z pokonania wymagającego bossa, ale dlatego, że pcha nas czysta ciekawość – co będzie dalej? Jakie jeszcze tajemnice skrywa Najstarsza Siedziba? Skąd wziął się Syk? I czy może pośród zakamarków Federalnego Bura Kontroli coś ważnego uszło naszej uwadze? Chcecie poznać odpowiedzi? No to musicie w to zagrać. Naprawdę warto! Ocena końcowa Control:Ocena ogólna:92% 4,6/5Grę Control na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od jej polskiego dystrybytora - firmy CDP
Michał Wiśniewski cieszy się sporą popularnością. Choć jego najlepsze lata już minęły, to nadal ma wielu fanów, którzy uważnie śledzą to, co się dzieje wokół przeżywał wiele zawirowań. Sporo działo się choćby w jego sferze miłosnej. Pola jest już jego piątą żoną. Wcześniej próbował tworzyć związki z Magdą Femme, Mandaryną, Anną Świątczak oraz Dominiką Tajner. Poza tym Wiśniewski borykał się z problemami finansowymi i uzależnieniami. Alkoholizm wciąż mu dokucza. To, że na niego cierpi, zrozumiał pod koniec 2014 roku. Istotna w tym kontekście była chwila, w której przewrócił się w obecności syna już wrakiem człowieka, cały się trząsłem. Miałem lęki - podkreślił Wiśniewski w książce "Ich Troje. Biografia".Michał Wiśniewski wciąż ma pociąg do alkoholuWiśniewski nie ukrywa, że niestety wciąż ciągnie go do różnych w tej trzeźwości od siedmiu lat, ale szczerze mówiąc, gdy kończy się termin działania wszywki, myślę już z utęsknieniem, żeby się tylko zalać. Później znowu przychodzi otrzeźwienie, dlatego tak szybko wzywam "krawca" - nie po raz pierwszy nawiązał do choroby alkoholowej. - Przez 22 lata piłem 0,7 dziennie, nie piłem tylko przed lotami no i w trakcie, naprawdę ja piłem bardzo, bardzo dużo - zaznaczał kiedyś w także: Michał Wiśniewski o konflikcie z Mandaryną: "Omijam szerokim łukiem"
W czwartym sezonie "Fringe: Na granicy światów" dzieje się tyle, że jakakolwiek próba opisania chociażby części wydarzeń musi skończyć się niepowodzeniem. Sama tylko koncepcja powrotu Petera Bishopa (Joshua Jackson) do serialowej rzeczywistości – a raczej dwóch alternatywnych wymiarów – w której nikt go nie pamięta, tak jakby nigdy nie istniał, zapewni wielu widzom godziny fascynujących rozmyślań. Nie wspominając nawet o tym, że ponownie zmienia kierunek serialu i sprawia, że ten staje się niemożliwie ekscytujący. W ten bowiem sposób twórcy "Fringe" nie tylko zamknęli usta wszystkim, którzy narzekali na nierówny poziom poprzedniego sezonu (przyznaję, sam się zaliczałem do tej grupy), ale także wprowadzili do swojego uniwersum być może jego najbardziej błyskotliwe rozwiązanie fabularne i narracyjne. Czwarty sezon oferuje rozpoczęcie wielu wątków od zera (skoro Peter nigdy nie istniał, to jak ukształtowali się jego bliscy i współpracownicy bez jego udziału?) oraz jest jednocześnie powrotem do starego, sprawdzonego systemu zaskakiwania widzów, który tak znakomicie sprawdzał się w pierwszych dwóch sezonach. Dość napisać, że formuła serialu nie uległa zmianie, jego konwencja również pozostała w zasadzie taka sama – ciągle mamy do czynienia z niesamowitymi sprawami wymagającymi rozwiązania, dwuwymiarowa rzeczywistość jest jeszcze bardziej skomplikowana niż wcześniej, a bestiarium "Fringe" niezmiennie fascynuje – ale czwarty sezon wyróżnia się spośród wszystkich odsłon. Nazwanie go najlepszym byłoby trochę na wyrost, natomiast z całą pewnością można go określić najbardziej wypełnionym abstrakcyjnymi sytuacjami, niesamowitymi wątkami i szeregiem koncepcji, które każdy fan fantastyki naukowej powinien poznać (w tym miejscu kłaniają się Obserwatorzy). Po niepewności związanej z możliwym przedwczesnym zakończeniem serialu, którą było czuć przez większość sezonu trzeciego, w czwartej serii "Fringe" twórcy i scenarzyści wyraźnie mieli więcej wolności, co przerodziło się w niezwykły pokaz kreatywności. Serial zakończył już w Stanach swoją emisję trzynastoodcinkowym sezonem piątym, który wielu widzów uznało za znakomite podsumowanie całości (co jest przecież rzadkie w serialach, bowiem im dłużej niektóre trwają, tym mniej ciekawe posiadają końcówki), natomiast w Polsce mamy jeszcze to wszystko przed sobą. Zachęcam więc wszystkich fanów do sięgnięcia po wydanie DVD sezonu czwartego, bowiem pomijając wszystkie ciekawe koncepcje i liczne zwroty akcji, jest to po prostu świetnie opowiedziana historia science fiction, a tych nigdy za wiele. Wydanie DVD: Polski dystrybutor Galapagos Films nie zawodzi i oddaje w ręce polskich widzów bardzo ładne i udane wydanie czwartego sezonu "Fringe: Na granicy światów". Poza naprawdę znakomitym dźwiękiem i świetnie przełożoną do formatu DVD stroną wizualną wydanie czwartego sezonu może się poszczycić ciekawym pakietem materiałów dodatkowych. Dostajemy więc trwający dwanaście minut "Świat bez Petera", w którym twórcy omawiają problemy z wypełnieniem chwilowej luki po jednym z głównych bohaterów, trwający tyle samo dokument "Obserwatorzy" podejmujący, co oczywiste, wątek mitologiczny związany z tymi enigmatycznymi istotami i ich planami, a także materiał o powstawaniu komiksu "Beyond the Fringe: Peter and the Machine" i multimedialny fragment tego specjalnego wydawnictwa DC Comics, które uzupełniło linię fabularną "Fringe". Plus dwie minuty nieudanych scen z planu. Wydanie Galapagos Films zawiera sześć płyt DVD i ładnie się komponuje z edycjami pozostałych sezonów.
Sklep Książki Literatura obyczajowa Romans Na granicy światów (okładka miękka, Wydawnictwo: Oficynka Data premiery: 2014-04-16 Seria: Mandala Liczba stron: 416 Opis Opis Multimiliarder Jeremy Chopar staje przed groźbą utraty dorobku swojego życia. Być może za chwilę nie będzie posiadał ani firmy, ani pieniędzy, ani pozycji społecznej. Pewnej nocy w parku w centrum Florencji poznaje on lekarkę i uzdrowicielkę Monique. Dziewczyna odsłania przed nim zupełnie inną rzeczywistość… Dwa światy – świat pieniądza i twardych relacji biznesowych oraz świat duchowy – wzajemnie się ze sobą przeplatają, jednocześnie określając Jeremy'ego na nowo. A wszystko to w atmosferze intryg, romansu i budzącej się miłości, przyprawione dozą humoru i sensacji, na tle cudownego klimatu Florencji, Barcelony i opis pochodzi od wydawcy. Dane szczegółowe Dane szczegółowe ID produktu: 1093148888 Tytuł: Na granicy światów Seria: Mandala Autor: Abler Adam Wydawnictwo: Oficynka Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 416 Numer wydania: I Data premiery: 2014-04-16 Rok wydania: 2014 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 40 x 195 x 124 Indeks: 14523694 Recenzje Recenzje Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane
na granicy światów cały film